timebomb blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2003

Lekcja

3 komentarzy

w ostatnią niedzielę dostaliśmy lekcje pokory.
Ekipa Timebomb razem z przyjaciółmi pojechała na rondo Babka, które jest tradycyjnym miejscem spotkań kolarzy szosowych.
W każdą sobotę i niedzielę (czasem także w tygodniu) o 9 rano peleton wyrusza na około 100 km trasę.
Pojechałem tam, aby sprawdzić się i porównać swoją kondycję z zawodowcami.
Miałem nadzieję, że nie jest ze mną tak źle. Niestety z każdą chwilą dzielącą nas od startu stawałem się coraz mniejszy i mniejszy.
Najpierw zobaczyłem rowery, o których nie mam odwagi nawet marzyć…
Później zobaczyłem łydki zawodowców połyskujące w słońcu…
Sama jazda w peletonie nie była taka straszna. Jednak kiedy nagle po podjeździe za zaporą na Dębe zgubiłem peleton, okazało się ile naprawdę jestem wart. Próbowałem dogonić: przez kilometr walczyłem pod wiatr… Dzieliło mnie od nich może 10 metrów… Nie dałem rady…
Wracałem do domu sam: pokonany przez 10 metrów…
Kiedy wróciłem okazało się, że każdy z nas miał podobną przygodę. Jedynym, który odniósł sukces był Kuba. Na trasie poznał nową koleżankę.

„Rowerzyści prowadzą nieustanną walkę z facetami w dużych ciężarówkach. Zresztą odczułem to na własnej skórze. Straciłem już rachubę, ile razy i w ilu krajach zostałem potrącony przez samochód. (…) Jedziesz sobie poboczem drogi, a tu nagle bum! i leżysz twarzą na asfalcie. Uderza cię podmuch gorącego powietrza, a w ustach czujesz gryzący smak tłustych spalin. Wszystko, co możesz zrobić, to pogrozić pięścią i przyglądać się znikającym tylnym światłom samochodu”

Sobota, około 1 w nocy dzwoni telefon. Właściwie to nie dzwoni ale warczy. Bo nic nie słyszę. Jestem na imprezie, uprawiam „dens_tu_trens”. Po jakimś czasie schodzę z parkietu, czytam smsa od LT: „Drążku, jesteś w wawie? Potrzebuje kuriera na 8 rano na jutro”. Chwila wachania. Nie mam sumienia dzwonić do kogolwiek. Za dobrze się bawię. Odpisuję: „Przepraszam, ale czy mogę nie?” Po chwili: „Spokojnie. Tak tylko sprawdzałem. Pozdrawiam!”.
Uff……

Numerek

2 komentarzy

Z numerkiem związane są dwie historie.
1.
Wychodzę ze sklepu, przy rowerze stoi Pani w średnim wieku.
- Wiem Pan co, ja wezmę od Pana ten rower – zaczęła.
- Nie rozumiem…
- Dam Panu za niego te 250 – kontynuowała sięgając do torebki.
- Ale zaraz – broniłem się – czy jest Pani tego pewna?
- No tak. Synowi na komunię kupię.
- Ale wie Pani, że on nie ma przerzutek?
- Jak to?
- No niestety… hamulców też nie ma.
- Oj, to ja nie chce.
I uciekła.
2.
Odpinam rower. Podchodzi policjant:
- Przepraszam, ale co to za numerek? Macie jakieś numerki?
- Nie, to numer startowy.
- Aaa… to Pan się też ściga?
- No tak, ten numer jest akurat z Londynu, z Mistrzostw Europy.
- Ooo… Ale jak to? Tak po Londynie się ścigaliście? Przecież tam jest ruch lewostronny!
- No właśnie, w tym cały urok – uśmiechnąłem się i odjechałem.


  • RSS